Śpiwór o którym mowa po spakowaniu jest wielkości buta.Marka: Marmot
Model: NanoWave 50 SR (Semi Rec)

Ze śpiworem była panika. Otóż na tydzień przed wyprawą ocknęłam się, że owszem, mam śpiwory (kilka, bo na różne temperatury), ale wszystkie z naturalnego puchu. Tylko że na tę akurat wyprawę, z racji wilgotnej dżungli i lejących tam codziennie deszczy, puch raczej odpadał. Ryzyko zamoczenia śpiwora było duże, a zmoczony puch nie tylko nie grzeje, czyli staje się bezużyteczny, ale też ciężko go wysuszyć, no i bywa że zaczyna wydzielać zapach daleki od kwiatowych perfum. 

Krótko mówiąc wiadome było, że na Papuę powinnam wziąć śpiwór syntetyczny, oczywiście z nastawieniem na maksymalnie małą wagę i minimalny rozmiar. Dyskusyjne stało się, na jakie temperatury ma być przeznaczony. Na dole z założenia jest gorąco, natomiast w obozie bazowym, na wysokości 4300 m - już dość zimno. Po sugestii koleżanki (dzięki Kamila! :) ) stanęło na śpiworku amerykańskiej firmy Marmot Nano Wave 50 SR.

Całkiem sporo się tu zmieści :)Firma: Marmot
Model: Eiger 42+

Do wyprawy zostały dwa tygodnie, a tymczasem mój dotychczasowy plecak wspinaczkowy odmówił dalszej współpracy. Miał prawo - rzeczywiście wyeksploatowałam go strasznie (był ze mną m.in. na Evereście i McKinleyu). Jego następcą (godnym :) ) został czerwono-szary Marmot z kolekcji wchodzącej na rynek w 2015 roku (czyli wyjeżdżając w listopadzie 2014, miałam okazję zrobić jego przedpremierowe testy!).

Wiedząc, że wyprawa, na którą jadę będzie solidną wyrypą, oczekiwania wobec plecaka miałam duże - bądź co bądź miałam nosić go na grzbiecie każdego dnia przez wiele godzin. Na szczęście Marmot to w środowisku wspinaczkowym ceniona marka - plecak sprawdził się bez zarzutu.

Pisanie bloga w obozie bazowym pod Piramidą Carstensza - wysokość 4200 m n.p.m.Marka: Samsung
Model: Galaxy Tab Active 8.0

Z uśmiechem (i niechęcią) wspominam czasy, gdy wszystkie zapiski robiłam w notatniku, a dopiero potem, po wyprawie, pracowicie je przepisywałam na komputer. Teraz wszystko stało się prostsze - od razu można wstukać bloga w odpowiedni sprzęt. Problem jednak w tym, że nie każdy sprzęt nadaje się na ekstremalne warunki. W przypadku tej wyprawy w ogóle byłam w kropce: normalny, duży laptop nie wchodził w rachubę, choćby z tego powodu, że był zbyt ciężki i zbyt duży, a przedzieranie się przez dżunglę wymagało zminimalizowania niesionego bagażu. Druga bardzo ważna sprawa to to, że nie miałabym laptopa jak naładować, bo moja bateria słoneczna na taki sprzęcior była jednak za słaba. No i podstawowy problem, czyli wilgoć i deszcze - posiadany przeze mnie laptop prawdopodobnie by się zbuntował i odmówił współpracy. Na szczęście Samsung wypuścił na rynek nowego tableta, już w jego nazwie wpisując że to sprzęt "dla aktywnych". Brzmiało dobrze!

Koszulka którą mam na sobie, to właśnie produkt Brubecka.Marka: Brubeck
Modele: różne (linie: Dry, Athletic, Fitness, Thermo, Prestige, Extreme merino)

Wiedząc jak jest w dżungli, zwłaszcza w dżungli Papui, gdzie ciągle leje, we znaki daje się wilgotność i wiadomo że jest problem z suszeniem, od razu założyłam: poza bielizną tak zwaną "intymną", żadnych bawełnianych ciuchów na tę wyprawę nie biorę. Powody? Mokre rzeczy tylko wyziębiają, stają się ciężkie, prawdopodobnie szybko zatęchną. Syntetyki - nie tylko że są lekkie, mało miejsca zajmują i się nie gniotą, to jeszcze szybko schną, no i dla odmiany nawet mokre nie wychładzają.

Firm, które taką "techniczną" odzież produkują, jest w tej chwili na rynku sporo.W ramach popierania tego co polskie, postawiłam sprawdzić rodzimą markę -  mającą siedzibę w Zduńskiej Woli firmę Brubeck. Wybór okazał się trafionym w dziesiątkę!

Poranne wygrzebywanie się z apartamentu :)Marka: The North Face
Model: MICA FL-1

Uwielbiam ten namiot! Fakt, jestem do niego przywiązana z racji, że na wyjazdach to mój przenośny "dom",  miejsce gdzie mam namiastkę intymności a zarazem mogę ukryć przed okiem innych swojski bałagan, ale z drugiej strony ze wszystkich namiotów z jakimi jeździłam - ten jest bez dwóch zdań najlepszy. Łatwo go rozstawić, jest w każdym calu przemyślany (różne ciekawe patenty), po zwinięciu stanowi niewielki pakunek, no i waży zaledwie kilogram!

Naprawdę fajne buty!Marka: Salewa
Model: Alp Trainer Mid GTX-Pell

Z wyborem butów na atak szczytowy na Piramidzie Carstensza miałam problem.  Wiedziałam że góra jest dość techniczna, co w tym przypadku znaczyło, że jest to skała bez lodu i śniegu (czyli bez konieczności zakładania raków), za to stroma, wymagająca typowego wspinania. Krótko mówiąc wynikało, że warto mieć buty, których czubek jest na tyle wąski, że wejdzie w nawet małe zagłębienia.