Nasz s/y Spotkaliśmy się z Mario (właściwie to Marius, ale nie wszyscy cudzoziemcy są w stanie wymówić to imię), przesympatycznym Rumunem, właścicielem i kapitanem jachtu s/y "Phoenix", przy zdobywaniu Denali/Mt McKinleya, czyli położonej na Alasce najwyższej górze Ameryki Północnej. Polubiliśmy się, często rozmawialiśmy, ale punktem kulminacyjnym był atak szczytowy na tę górę.  Nie chcę tu w szczegółach opisywać tego co się zdarzyło na Denali, bo nie tylko dla Maria, także dla mnie, jest to dość dramatyczne wspomnienie, gdyż omal wszyscy nie straciliśmy wtedy życia. Nie z winy Maria – ratowaliśmy wtedy z kolegami dwie osoby, drugą był Polak, który nie powinien się na tej górze znaleźć i to właśnie on stanowił główny problem (niezależnie od fatalnej pogody i temperatury minus 35 stopni). To właśnie „dzięki” naszemu rodakowi (któremu zresztą kilka dni wcześniej mówiłam, że nie nadaje się do wspinaczki na tę górę, bo nie ma dostatecznego doświadczenia, sprzętu, nawet ekipy), akcja ratunkowa stała się dramatycznie niebezpieczna i długa, no i sprawiła że odmrożenia Mario były bardziej dotkliwe niż mogłyby być. Kiedy po 2 dniach naszych ratowanych zabrał helikopter, pierwszy  werdykt lekarzy był taki, że straci obie dłonie i nos. Ostatecznie skończyło się na części nosa i części palców.
Opis akcji ratunkowej w szczegółach możecie przeczytać tutaj (pod datą 15 czerwca, przy czym w ramach oszczędzania ratowanego kolegi-Polaka, tekst jest mocno "złagodzony")

Marius i Catalina, przemiłe rumuńskie małżeństwo z którym płynę.W każdym razie mijały miesiące, a ja z Mariem miałam sporadyczny kontakt przez maila. Mario odpuścił wspinanie, wrócił do żeglarstwa, podobnie jak i u mnie – swojej pasji nr 1. Aż w końcu zgadało się że ma w planach opłynięcie Hornu, ale wiadomo, to akwen jednak niebezpieczny, tak więc wolałby to zrobić z kimś. Wszystko się akurat świetnie układało – było wiadomo, że ja po powrocie ze wspinaczki na Mt Vinson na Antarktydzie tak czy owak jestem w tym okolicach, a na Hornie choć już raz byłam, chętnie drugi raz popłynę (zwłaszcza że za pierwszym razem południk Hornu przecięliśmy 200 mil od legendarnych skał, więc nic nie widziałam).  Udało się wszystko zgrać, no i teraz liczymy na łaskawość Hornu... "My", czyli Marius (Mario), Catalina (Maria żona), ja, i nasza malutka, 10-metrowa łódka :).

купить пижаму для девочки 13 лет