Koszulka którą mam na sobie, to właśnie produkt Brubecka.Marka: Brubeck
Modele: różne (linie: Dry, Athletic, Fitness, Thermo, Prestige, Extreme merino)

Wiedząc jak jest w dżungli, zwłaszcza w dżungli Papui, gdzie ciągle leje, we znaki daje się wilgotność i wiadomo że jest problem z suszeniem, od razu założyłam: poza bielizną tak zwaną "intymną", żadnych bawełnianych ciuchów na tę wyprawę nie biorę. Powody? Mokre rzeczy tylko wyziębiają, stają się ciężkie, prawdopodobnie szybko zatęchną. Syntetyki - nie tylko że są lekkie, mało miejsca zajmują i się nie gniotą, to jeszcze szybko schną, no i dla odmiany nawet mokre nie wychładzają.

Firm, które taką "techniczną" odzież produkują, jest w tej chwili na rynku sporo.W ramach popierania tego co polskie, postawiłam sprawdzić rodzimą markę -  mającą siedzibę w Zduńskiej Woli firmę Brubeck. Wybór okazał się trafionym w dziesiątkę!

Pierwszy plus - za ładne opakowania.Szczerze mówiąc kiedy pierwszy raz w sklepie zdaje się GoSport zetknęłam się z marką Brubeck, do głowy mi nie przyszło, że to polska firma (tak na marginesie to swoje wyroby sprzedaje już w 16 krajach Europy).  Pierwszy plus był za dbanie o szczegóły. Choćby opakowanie. Niezależnie od tego czy były to tylko "zwykłe" majtki, czy całkiem eleganckie koszulki polo, gustowne pudełka przyciągały wzrok, a i po wyjęciu z opakowania, wszytko było jakieś takie... ładne.

Z drugiej strony podchodziłam do tego trochę podejrzliwie - co mi po pudełku, ważna jest jakość. Ale i tu zaskoczenie na plus, bo wszystko co miałam z logiem Brubecka (od bielizny, przez skarpetki, getry, koszulki różnego typu) - egzamin zdało. Trudny egzamin, bo nie tylko w dżungli, ale też przy ataku szczytowym na Piramidę Carstensza (jakby nie było - wspinaczka na prawie 5 tys. metrów), w zmaganiach z upałem (i małpami) na Bali, czy na zróżnicowanym klimatycznie autostopowo-trekingowym wypadzie do Australii-Tasmanii.

W tropikalnym upale (etap dżunglowy) nie ma to jak koszulka bez rękawów.Nie będę się tu rozpisywać o zaawansowanej technologii "konstrukcji" tkanin, z których Brubeck produkuje swoje wyroby - szczegółowo na ten temat można przeczytać sobie na metkach czy stronie firmy, ale muszę przyznać że faktycznie to "działa". Czy rzeczywiście są to rzeczy antyalergiczne nie wiem, bo na szczęście z alergiami problemów nie mam, ale mogę powiedzieć, że choć to w większości przecież "syntetyki", ewentualnie produkty z mającej super właściwości wełny merynosów - wszystko jest fajne w dotyku, praktyczne w noszeniu, rzeczywiście szybkoschnące, a zarazem - dobrze wyglądające i w fajnych kolorach, co z kobiecego punktu widzenia :), nie powiem, jest  istotne. Plusem są też właściwości antybakteryjne, co ma przełożenie na fakt, że jest to odzież w której nawet przy intensywnym wysiłku nie czuć tak zapachu potu. Oczywiście nie oczekujmy cudów - nie ma opcji, byśmy się w ogóle nie pocili (bo jeśli któryś z producentów tak obiecuje, to po prostu kłamie), ale sama się dziwiłam, że mimo wielodniowego chodzenia w tych samych rzeczach, bez możliwości umycia się (bo trudno nazwać normalnym myciem się ratowanie się chusteczkami nawilżającymi) - wcale nie czułam się jakaś bardzo nieświeża. Inna sprawa, że jak zrobić koszulki czy bieliznę dla ludzi intensywnie pocących się, Brubeck wie, bo przecież w tym właśnie się specjalizuje - główna linia produktów to rzeczy fitnessowe, czyli dla miłośników ćwiczeń, biegania, rowerów, czy też nart, chociaż jak udowodniły moje testy, w szeroko pojętym outdoorze, dotyczącym także mocno ekstremalnych warunków (np. specyfika gór), też się świetnie sprawdzają.

A tak w ogóle w moim codziennym życiu (w Warszawie również), nadal Brubecka intensywnie eksploatuję -  podczas moich treningów biegowych. Niebawem kolejny półmaraton :).


Propozycje firmy Brubeck - tutaj.

 

video