Poranne wygrzebywanie się z apartamentu :)Marka: The North Face
Model: MICA FL-1

Uwielbiam ten namiot! Fakt, jestem do niego przywiązana z racji, że na wyjazdach to mój przenośny "dom",  miejsce gdzie mam namiastkę intymności a zarazem mogę ukryć przed okiem innych swojski bałagan, ale z drugiej strony ze wszystkich namiotów z jakimi jeździłam - ten jest bez dwóch zdań najlepszy. Łatwo go rozstawić, jest w każdym calu przemyślany (różne ciekawe patenty), po zwinięciu stanowi niewielki pakunek, no i waży zaledwie kilogram!

 

Na moje jeżdżenie autostopem po Australii (to w ramach zdobywania Góry Kościuszki i Góry Strzeleckiego), a wcześniej jeszcze po Timorze Wschodnim (już nie górsko, typowo turystycznie), tego typu namiocik nadaje się idealnie. Rozłożenie go zajmuje, jak się pośpieszymy rzecz jasna, ze dwie minuty, co w perspektywie zaczynającej się właśnie ulewy jest dość istotne. Co ważne - namiot nie cieknie!  (przynajmniej nowy, czyli Jest tu kto? Bo jak nie, to obsikam...fabrycznie zaimpregnowany) - wiem co mówię, bo w dżungli Papui i Timorze była pora deszczowa, więc lało często i dużo.

Na wyprawie na Piramidę Carstensza zabrałam namiocik również w góry. Nie musiałam - organizator wyprawy zapewniał w razie czego normalne, wyprawowe North Face`y, ale "nie zdradziłam" swojego maleństwa - w obozie bazowym na 4200 m też w nim spałam (wyższych obozów już nie zakładaliśmy). Spisywał się dobrze, choć trzeba pamiętać, że w założeniach producenta nie jest to jednak namiot wyprawowy w góry wysokie, bo na śnieg i niskie temperatury są dedykowane inne modele (m.in. tej samej firmy).

Namiocik o który mowa to klasyczna "jedynka", składająca się z siateczkowatej sypialni (szczelnie zamykanej, co było dla mnie ważne w kontekście niechcianych lokatorów, takich jak malaryczne komary czy pająki) plus tropik, dzięki któremu mamy jeszcze całkiem sporo miejsca do wstawienia dużego plecaka, torby czy choćby do gotowania. Nie jest to klasyczne "igloo", ale mimo to nie ma problemu by się w pozycji siedzącej w miarę wyprostować, no i co ważne - całość trzyma się na stelażu tak, że jeśli po rozłożeniu chcemy namiot przenieść w inne miejsce, nie ma Mój biwak na Timorze Wschodnim w miejscowej wiosce wzbudził nie lada sensację.problemu - bierzemy za stelaż i przenosimy. To że namiot jest tak leciutki, związane jest z jego cienką, lekką powłoką, a także z cienkim, ale wytrzymałym składanym stelażem. Co ważne - stelaż jest taki, że nie ma problemu aby namiot przewozić w samolocie w ramach bagażu podręcznego (na iluś lotach jakie miałam w Australii, tylko raz się przyczepiono do namiotu, ostatecznie przyznając mi rację, że jego maszty nie sposób zaliczyć do przedmiotów ostrych, czyli niebezpiecznych). W moim przypadku plusem namiotu jest też jego kolor - szary, nie rzucający się w oczy. Tak jak przy namiotach wysokogórskich lubię jaskrawe barwy namiotów (bo z daleka  je widać, tak więc łatwo do nich trafić), tak przy takich jak ten (czyli nie górskich, a globtroterskich) wolę jak wtapiają się  w otoczenie, nie budząc specjalnego zainteresowania. Jeśli śpimy na dziko (tak jak często - ja), tak zwykle lepiej i bezpieczniej.   

Namiot o którym mowa w ofercie producenta - tutaj.                                                                                                                        

насосного оборудования