Naprawdę fajne buty!Marka: Salewa
Model: Alp Trainer Mid GTX-Pell

Z wyborem butów na atak szczytowy na Piramidzie Carstensza miałam problem.  Wiedziałam że góra jest dość techniczna, co w tym przypadku znaczyło, że jest to skała bez lodu i śniegu (czyli bez konieczności zakładania raków), za to stroma, wymagająca typowego wspinania. Krótko mówiąc wynikało, że warto mieć buty, których czubek jest na tyle wąski, że wejdzie w nawet małe zagłębienia.

 

 

Nie to, że w normalnych butach trekkingowych nie dałoby rady - dałoby, ale byłoby mniej wygodnie, no i mniej bezpiecznie. Klasyczne buty wspinaczkowe nie za bardzo jednak wchodziły w grę, z uwagi na zbyt miękką podeszwę (a jest tam też trochę długich odcinków łącznikowych), no i są po prostu za zimne (to jednak wysokość prawie 5 tys. metrów). Poza tym była szansa że nas zmoczy deszcz, więc zdecydowanie lepiej było postawić na buty raczej nieprzemakalne, mimo wszystko odpowiednio solidne.


Na szczęście na domowej półce z butami miałam Salewy - kobiecy model Alp Trainer Mid GTX-Pell (ale ich męska odmiana też istnieje :) ).     

                                                                                                                                         
Jak widać nie tylko do wspinania są super - chodziłam w nich (i biwakowałam) w Australii przez prawie 2 tygodnie.W specjalistycznych opisach buty te zaliczane są do kategorii "technicznych butów podejściowych". Znaczy się - mają służyć wspinaczom przy podejściu pod ścianę, na której się wspinają, pewnie już po zmianie butów na typowo wspinaczkowe. Wybór okazał się idealny. Na przejście dżungli miałam kalosze plus zakładane w obozach stare buty trekingowe, które potem oddałam jednej z tragarek (ale się cieszyła! Kalosze zresztą też oddałam). Salewy o których mowa były chronione by gdzieś po drodze nie zamokły, tak więc wyciągnęłam je dopiero w obozie bazowym - suchutkie i czyściutkie. Okazały się idealne - wibramowa podeszwa na dość zróżnicowanym gruncie trzymała jak trzeba, długa cholewka stabilizowała kostkę, gore-tex sprawiał, że noga "oddychała", wspomniane wąskie noski ułatwiały podparcie dla stopy tam gdzie trudniej było o "stopnie", no i jeszcze system wiązania, który sprawiał, że jak raz, wychodząc z obozu zasznurowałam buta, nie musiałam potem co chwila poprawiać sprawiających mi wieczne problemy sznurówek.


Ale to nie wszystko - w drugiej części wyprawy, już po wyjściu z dżungli, mam na myśli wypad do Australii na Górę Kościuszki i Górę Strzeleckiego, buty Salewy eksploatowałam non-stop. Z uwagi na zminimalizowanie bagażu, były to właściwie jedyne buty w jakich przez 2 tygodnie chodziłam (bo klapek-japonek które jeszcze miałam trudno uznać za buty). Uznałam że  Salewy są z wyglądu fajne, niewtajemniczonym kojarzą się z designerskim obuwiem sportowym, lekkie (500 g), wygodne, ia ch podgumowanie, kevlarowe ochrony brzegów  i wyższa cholewka w australijskim buszu daje szanse, że w razie spotkania z wężem, wąż przez buta nie ugryzie (a na węże faktycznie trafiałam!). Producent zachwala jeszcze zastosowane w bucie jony srebra co ma zapobiegać wiadomo - mało przyjemnym zapachem z buta. No cóż, nie mogę powiedzieć, że przez te 2 tygodnie żadnego zapachu nie było, ale z drugiej  strony żadna technologia chyba nie poradzi, jeśli dzień po dniu chodzi się w butach po  kilkanaście godzin na dobę, w dodatku w dość ciepłym klimacie. Z drugiej strony nie chcę myśleć, jak by to było, gdyby tych neutralizujących zapachy jonów srebra nie było - ze względu na wspomniane węże (żeby nie weszły do buta) musiałam spać z butami w  namiocie.


Opis butów na stronie producenta - tutaj.


ps.  Dopiero teraz, po dość długim czasie używania butów, wchodząc na stronę producenta zauważyłam że piszą tam o czymś, co strasznie mądrze nazwano "MMF Multi-Fit Footbed". Jak zwał tak zwał, chodzi o zmyślne wkładki, które składają się z dwóch warstw, z jedną (żółtą) możliwą do łatwego usunięcia (a potem jak się rozmyślimy - do dodania). Dzięki temu można mieć wpływ na to, jak stopa jest w bucie osadzona.  Gapa ze mnie - że też wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. No cóż, przetestuję następnym razem :).


A w ogóle to okazuje się, że prestiżowy, zachodni magazyn "Climbing" uznał te butki za jeden z "Produktów 2011 roku"

насосного оборудования