W czym na szczyt?

Tu już jestem w kurtce puchowej, co oznacza całkiem znaczną wysokość (ok. 5000 m n.p.m.)Od lądowania na lodowcu (wysokość 2200 m) do szczytu (prawie 6200 m) jesteśmy ciągle na lodowcu. Warunki pogodowe jakie nas czekają są bardzo zróżnicowane. Mimo że McKinleya uważa się za jedną z najzimniejszych gór świata, na dole, jak grzeje słońce, potrafi być naprawdę gorąco (przedział temperatur jakie my mieliśmy był od minus 40 do plus 30). Z drugiej strony trzeba pamiętać, że ciągle się przemieszczamy (zmieniamy obozy), bo nie ma czegoś takiego jak baza do której ileś razy wracamy, no a do tego wszystko sami nosimy (tragarzy nie ma). Czyli ilość rzeczy jakie ze sobą zabieramy (w tym ciuchów) musi być jak najmniejsza, czyli w podtekście – przemyślana.

Co ja miałam ze sobą i jak się to sprawdziło? Już wyjaśniam…

 

Buty

Mój naczęstszy ubiór na wysokościach między 3000 a 5000 metrów: buty Millety, spodnie goretexowe The North Face i windstoper The North Face.Tu wyboru nie ma. Potrzebne są tylko jedne, w których przechodzimy całe bite 3 tygodnie (może ciut mniej, albo ciut więcej) – żadnych innych się nie zabiera. Czyli wysokogórskie, najwyższej klasy, przeznaczone na lodowiec, chroniące stopy w niskich temperaturach. Ja miałam sprawdzone na Evereście Millety (charakterystyczny czerwony kolorek), przy czym dodam że każdy waży 1,6 kg (mały, damski rozmiar, bo męskie więcej). Drugą firmą którą się na McKinleyu powszechnie widzi jest żółta LaSportiva. Jak się pojawiają jakieś inne modele to raczej rzadko… Co do butów to oczywiście trzeba pamiętać aby botki termiczne stanowiące część tych „kosmicznych” buciorów, w wolnych chwilach suszyć, a na noc wrzucać sobie do śpiwora.

Spodnie

Przez większość wyprawy chodziłam w goreteksowych North Face`ach pod które zakładałam kalesonki – najpierw cienkie, potem grubsze, z wełny merynosów. W Campie 14000 stóp (3330 m) zaczęłam zakładać spodnie puchowe (ale tylko do chodzenia po obozie), natomiast na dobre przestawiłam się na nie (mowa o puchowych) od High Campu (wys. 5200 m), chodząc w nich już non-stop (do ataku szczytowego też były jedyną tego dnia opcją).


Od pasa w górę

Tu z kolei wersja letnia, czyli krótki rękaw.W wysokie góry zabieram ciuchy wyłącznie „techniczne”. Żadnej bawełny która przepocona i przemoczona wolno schnie i wyziębia. Czyli jako warstwę bliską skórze miałam jakieś koszulki powszechnie (choć niezbyt poprawnie) nazywane oddychającymi, na to kolejne warstwy – styl ubierania się na „cebulkę”.

Mój ulubiony zestaw do chodzenia (czyli kiedy człowiek był w ruchu) do Campu 14000 stóp wyglądał tak:
- na ciepłe w miarę (choć często wietrzne) dni – koszulka techniczna plus windstoper
- na ciut chłodniejsze dni, a już na pewno takie gdy sypało śniegiem: koszulka plus polar North Face`a albo sweterek puchowy Robert`sa plus kurtka gorteksowa North Face`a
-  atak szczytowy  i wyjścia w górę z Campu 14000 stóp – bielizna z wełny merynosów Woolpower, sweterek puchowy Robert`sa, kurtka puchowa Robert`sa (w plecaku miałam awaryjnie windstoper North Face`a, ale nie skorzystałam)


Rękawice

Na McKinleyu są niesamowicie ważne, bo odmrożenia rąk to jeden z najczęstszych tam problemów. Ja korzystałam najczęściej z windstoperowych North Face`ów (przydatne zwłaszcza w obozie, kiedy ciągle trzeba coś rękami robić, choćby otwierać i zamykać namiot, trzymać maszynkę do gotowania, machać łopata w ramach odśnieżania), a przy ataku szczytowym – z puchowych łapawic firmy Robert`s (swoją drogą ogrzewacze chemiczne też używałam).
Jeśli chodzi o łapawice to trzeba pamiętać, że są odcinki z poręczówkami, na których trzeba się przepinać i sprawnie operować jumarem – tam przydadzą się jakieś inne ciepłe rękawice (w łapawicach trudno coś manualnie robić).


Inne ważne elementy ubioru:

- ciepłe skarpety
- kominiarka!!! Konieczna! My korzystaliśmy z kominiarek firmy ZOE – zdały egzamin.
- buff albo coś w tym stylu (mowa o „kominie” zakładanym na szyję, ale który można też naciągnąć na twarz, dzięki czemu oddychamy przez materiał, chroniąc w ten sposób drogi oddechowe przed zbyt zimnym, ostrym powietrzem. Ja mam sprawdzony buff który jest do połowy polarowy (część na szyję) a część na twarz/usta jest zrobiona z przyjemnego, przepuszczającego powietrze materiału
- czapka – nie musi być mega ciepła bo w razie czego mamy kaptur. Moja była średniociepła, no ale za to miała orzełka i napis „Polska” :)

наращивание костной ткани челюсти