Zbychu w goglach firmy ZOE.Mt McKinley to góra  pokryta lodowcami, tak więc nasłonecznienie jest bardzo silne. Krótko mówiąc - bez okularów czy gogli nie wytrzymamy, a zresztą nawet nie warto próbować, bo szybko przypłacimy to ślepotą śnieżną.  To co mogę doradzić to jeśli chodzi o google wybierajcie takie z rozjaśniającą szybką - na McKinleyu często jest duże zachmurzenie, robi się ponuro, przez co przyciemniane gogle mogą Wam tylko pogorszyć obraz, a w rozjaśniających - od razu świat staje się piękniejszy.

Tym razem testowałam (inni też) okulary i gogle polskiej firmy ZOE. Mała firma, mało znana, bo nie zabiegająca o nadmierną reklamę, ale korzystam z ich okularów na wodzie (w żeglarstwie) tak więc postanowiłam sprawdzić jak sprawują się w górach. Oczywiście wybrałam takie w góry się nadające, czyli zasłaniające także kąciki oczu, dobrze przylegające do twarzy.

Z okularkami się praktycznie nie rozstawałam.

W każdym razie wyniki testów - bardzo dobre, a powłoka z filtrem UV - rzeczywiście skuteczna. Wprawdzie tak jak pisałam na blogu gogle przy ataku szczytowym zamarzły, ograniczając mocno widzenie, ale trudno winić za to producenta, bo gogle i okulary moich kolegów (innych firm, często bardzo znanych, zagranicznych) też zamarzały (no cóż, od wewnątrz parowanie, a na zewnątrz -40 stopni ). Okularki ZOE mają jeszcze jeden plus - w stosunku do innych, są stosunkowo tanie.

интернет магазин детск