Piramida Carstensza czyli Puncak Jaya. Fot. z Wikipedii.O GÓRZE

Piramida Castensza, zwana też lokalnie Puncak Jaya, to najwyższy szczyt Australii i Oceanii, a także najwyższy w świecie szczyt znajdujący się na wyspie.

Wysokość:
4884 m n.p.m. (choć są też źródła podające starą wersję, czyli 5030 m)

Położenie:
W masywie Gór Śnieżnych, w indonezyjskiej części wyspy Nowa Gwinea

Słynny fragment ataku szczytowego. Fot.z Wikipedii.Nazwy:
Nazwa Piramida Carstensza upamiętnia niejakiego Jana Carstensza, Holendra, który w roku 1623 jak się uważa, "odkrył" górę (dokładniej: wypatrzył przy jej szczycie lodowiec). Góra ma też kilka innych nazw,  z których szczególnie popularna jest Puncak Jaya, a z innych: Nemangkawi czy Gunung Sukarno.

Pierwsze wejścia:
Pierwszymi zdobywcami byli: Heinrich Harrer (austriacki himalaista który był m.in. nauczycielem... Dalajlamy XIV!), Bert Huizing, Russel Kippax oraz Philip Temple, którzy weszli na skalisty wierzchołek w 1962 roku.
Pierwszym Polakiem który stanął na szczycie tej góry, był Poznaniak Jerzy Kostrzewa - udało mu się to w 1999 roku (Jurku! Jeśli to czytasz, to pozdrawiam!)


DLACZEGO NIE JEST TAM ŁATWO?

Piramida Carstensza (najwyższa góra Australii i Oceanii) była przedostatnim szczytem w zdobywanej przeze mnie Koronie Ziemi.  Szczyt nie jest bardzo wysoki (4884 m) ale za to dość techniczny (czytaj: jest trochę skalnej wspinaczki), a poza tym trudność stanowi już samo dotarcie do jego podnóża. Wymaga to około tygodniowej wędrówki przez dżunglę, jedną z najbardziej nieprzystępnych w świecie (gąszcz, węże, malaryczne komary, męcząca wilgoć, bagniska), o luksusach i zdobyczach cywilizacji można zapomnieć (żadnych schronisk, prysznica, internetu, dostępu do elektryczności etc), a i miejscowe plemiona też nie zawsze są przyjazne (dość powiedzieć, że do tej pory praktykuje się tam kanibalizm). Do tego dochodzą różnice klimatyczne - w dżungli jest duszno i gorąco, wysoko w górze - śnieg u temperatury w okolicach zera albo i poniżejt. 

Tak naprawdę można dżunglę "przeskoczyć" - wielu wspinaczy korzysta z tego dolatując do obozu bazowego helikopterem. Już pomijam koszty (choćby i z tego względu w moim przypadku ten wariant nie był w ogóle brany pod uwagę), ale uznałam że skoro mam się zmierzyć z górą, to z całym jej "dobrodziejstwem", bez żadnych "skrótów" i taryfy ulgowej. Owszem, nie raz bywało ciężko, nie raz przeklinałam tę decyzję, ale w sumie miałam z tego sporo satysfakcji.